'Serce za serce, życie za życie', czyli kilka słów o "Serce z cierni" Bree Bartona

Cześć!

Uwielbiam książki, w których jest magia. Jak byłam mała zawsze wyobrażałam sobie jakie mogłabym mieć magiczne moce, do czego bym je wykorzystywała, z kim bym walczyła u mego boku albo przeciw komu. Najbardziej chyba chciałam umieć latać. Mieć takie wielkie, piękne. czarne skrzydła jak Diabolina (wiązało się to oczywiście z brakiem odporności na metal). Wraz ze skrzydłami chciałam władać elektrycznością. Ach te dziecięce marzenia! Jednak w "Sercu z cierni" magia jest prawdziwa i według niektórych nie jest ona dobra tylko wyłącznie wykorzystywana do krzywdzenia innych.


Mia Rose jest księżniczką. Jak się okazuje jej ojciec postanawia wydać ją za mąż za Quina, który jest synem wyjątkowo brutalnego króla. Król ten nie zawaha się zabić kobiety obdarzonej magicznymi mocami i odciąć jej rękę, stawiając ja w Sali Rąk jako trofeum. Mia również nie pała sympatią do takich kobiet nazywanych Gwyrach. Jedna z nich zabiła jej matkę. Dziewczyna chce zrobić wszystko tylko żeby zemścić się na wiedźmie, która to zrobiła. 
Jednak w dniu ślubu dziewczyna odkrywa swoje moce. Jest przerażona tą sytuacją i musi ucieka razem ze swoim niedoszłym mężem. Mia albo może trzymać stronę wiedźm Gwyrach albo wypełnić wolę swojego ojca. Jednak podjęcie tej decyzji nie jest takie proste. 

"Prawdziwa magia wywodzi się z okrutnego i niepokornego serca"
"Serce z cierni" Bree Barton

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam jakie moce mają Gwyrach od razy skojarzyło mi się to z Griszami z "Szóstki Wron" Leigh Bardugo. Tam z tego co pamiętam byli Ciałobójcy, którzy tak jak Gwyrach potrafili zatrzymać serce człowieka, odprowadzić krew z żył lub opróżnić płuca z powietrza. Jednak w "Sercu z cierni" Gwyrach mogą być tylko i wyłącznie kobiety. 
To co bardzo mi się podobało w książce Bree Barton jest tempo akcji. Książka jest przesiąknięta zwrotami akcji i niespodziankami. Kiedy już myślisz, że wiesz kto zabił matkę Mii, kim jest tak naprawdę Zaga nagle przewracasz kartkę i okazuję się że to jest ktoś zupełnie inny i detektywem na pewno nie zostaniesz. Zakończenie zwala z nóg. Wszystko skończyło się w takim momencie! Nie mogę się doczekać aż pojawi się kolejna część! 
Dużym plusem "Serca z cierni" są jej bohaterowie. Albo dokładnie jej jeden z głównym bohaterów, niedoszły mąż Mii- książę Quin.  Pewnie wiekszość z Was zna stwierdzenie, że "faceci w książkach są dużo lepsi". No cóż. W "Sercu z cierni" to powiedzenia się jak najbardziej sprawdza. Quin to był, według mnie, bohater, który nadawał kolorów do akcji i aż chciało się czytać tę książkę. Z drugiej strony "ratował" w pewnym sensie postać Mii, która nie przypadła mi do gustu zbytnio, jej charakter mi bardzo przeszkadzał. Jedna Quin... Eh... Czysty diament w "Sercu z cierni".


Chciałabym też zwrócić uwagę na oprawę graficzną książki Kobiecego. Była ona podzielona na cztery części, a strona która była stroną tytułową danej części była ozdobiona w ciernie na czarnym tle. Również każdy rozdział i jego tytuł był napisany śliczną, ozdobną czcionką i było otoczony cierniami. Okładka również zachwyca. Widać że ciernie są ważną częścią oprawy graficznej. Jednak moim zdaniem sam tytuł "Serce z cierni" mógłby być przedstawiony inaczej, bardziej podoba mi się w oryginalniej okładce. 


Podsumowując książka "Serce z cierni" Bree Barton jest warta Waszego czasu! 

Dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu za wysłanie mi tej książki, możliwość zrecenzowania "Serca z cierni" i chęci dalszej współpracy ze mną!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Rok Szczura" Clare Furniss, czyli jak pogodzić się ze startą według Pearl

Najlepsza książka o wikingach, czyli "Klan" Adrienne Young {przedpremierowo}

Złoczyńcy jako bohaterowie, czyli "Szóstka Wron" Leigh Bardugo