Historia, która chwyta za serce, czyli kilka słów o "Roku, w którym nauczyłam się kłamać" Lauren Wolk

Za nim przejdziecie do reszty recenzji chciałabym Was uprzedzić, że będą się tu pojawiać spoilery dość spore, których zdecydowanie nie powinniście znać przed przeczytaniem książki, więc jeśli chcecie sięgnąć po to złoto i diamenty jakim jest "Rok, w którym nauczyłam się kłamać" to nie czytajcie tego!


A teraz już do recenzji! Dawno mnie tutaj nie było i w sumie odzwyczaiłam się od pisania dłuższych recenzji. Wspominałam już wcześniej, że pisanie na blogu nie sprawia mi już takiej przyjemności jak wcześniej, ale teraz, kiedy recenzuje "Rok, w który nauczyłam się kłamać" mam tyle rzeczy, którymi chciałabym się podzielić, że nie oderwę się od klawiatury przez jakiś czas.

"Rok, w którym nauczyłam się kłamać" wywołał we mnie bardzo dużo emocji. Buzowały one i buzowały aż w końcu pod koniec wyszły ze mnie pod postacią łez. Myślę że mogłabym napełnić nimi ze cztery pełne wiadra :D

Historia młodej Anabelle, która mieszka w małej wsi podczas wojny bardzo mnie wzruszyła. Nagle do jest spokojnego miasteczka przybywa włóczęga, weteran wojenny Toby. Jest on odludkiem i ma swoje dziwactwa np. zawsze chodzi z trzema karabiny, mimo że tylko jeden z nich jest sprawny. Mało kto z wioski się nim interesuje, niektórzy traktują go jak powietrze a inni robią wszystko aby jakoś uprzykrzyć mu życie i wygnać go z Wilczego Jaru. Jedyną rodziną, która choć trochę wspiera Toby'ego jest właśnie rodzina Anabelle. Wiadomo- życie nie jest idealnie i zarówno Toby jak i Anabelle dobrze o tym wiedzą. Dziewczynkę w szkole nęka pewna Betty, która za nic nie chce dać jej spokoju i ciągle jej grozi. Ale kiedy do akcji wkracza Toby i chce pomóc biednej Anabelle porusza on ciąg innych zdarzeń, których przyczyną jest niegrzeczna i wredna Betty. Anabelle chce zrobić oczywiście wszystko, żeby pomóc niewinnemu Toby'emu.

Raczej mało jest takich książek, które sprawiają, że płacze. Jeśli już ronię łzy to głównie przez filmy. Ostatnio, na przykład, płakałam przez dobre ostatnie pół godziny "Avengers: Endgame". Jakoś to zakończenie tak mnie wzruszyło, że z przyjaciółką ryczałyśmy jak bobry a chusteczka, którą miałam w ręce nie była zdatna potem do użytku bo ją tak wy maltretowałam. Książką. przy której spadła mi łza, pamiętam, był "Był sobie pies". Śmierć psiego głównego bohatera mną bardzo wstrząsnęła, bo bardzo chciałam, żeby żył jeszcze trochę swoje piękne psie życie.
Ale wracając do "Roku, w którym nauczyłam się kłamać" (tyle pisałam o płakaniu, że najpierw napisałam w tytule "Rok, w którym nauczyłam się płakać" :D). Bardzo przywiązałam się do głównych bohaterów. Głównie do Toby'ego. Jest naprawdę świetnie wykreowaną postacią. Podoba mi się też w jaki sposób obserwujemy przemianę Toby'ego- z włóczęgi, zawsze cichego, trzymającego się na uboczu, noszącego trzy karabiny (z czego tylko jeden działa) w człowieka pomocnego, wartościowego i takiego, który pozwolił sobie zrzucić część zbędnego balastu i nie żyć tylko przeszłością. Toby jest bardzo tragiczną postacią- niezrozumiały przez ludzi, wyrzutek. Zginął jako morderca, mimo że był całkowicie niewinny. To że zginął mając ze sobą tylko dwa karabiny, nie trzy, z czego żaden nie działał sprawił tylko, że jeszcze bardziej zrobiło mi się go żal. On nie zasługiwał na taki koniec- sam poświęcił swoje życie, żeby wyciągnąć okropną Betty z dziury, w którą sama wpadła, kiedy chciała podłożyć dowody rzekomo oskarżające Toby'ego o wyrządzenie krzywdy Ruth (przyjaciółce Anabelle). Kiedy przeczytałam o śmierci Toby'ego coś we mnie pękło i rozpłakałam się na dobre. Zrobiło mi się tak przykro i żal, że ryczałam już do końca czytania. 

Warto też wspomnieć o walorach artystycznych tej książki. Okładka jest wręcz przecudowna <3 Bardzo się zdziwiłam, że okładka jest twarda, bo poprzednie cztery książki, które dostawałam od Dwóch Sióstr, miały okładki miękkie. Jednak nigdy hardcover mi nie przeszkadzało. Jeszcze ten cudowny złoty tytuł. Ta kolorystyka. Wszystko do siebie idealnie pasuje. To jest też chyba jeden z nielicznych przypadków, gdzie tytuł bardziej mi odpowiada w języku polskim. Po polsku jak wiecie tytuł to "Rok, w którym nauczyłam się kłamać" z kolei w oryginale jest po prostu "Wolf Hollow" czyli Wilczy Jar. Tytuł polski bardziej mi się podoba, bo jednak jest bardziej symboliczny i interesujący. 

To na tyle dzisiaj! Mam nadzieję, że zbytnio się nie rozpisałam i że dotrwaliście do końca! Chciałabym bardzo podziękować Wydawnictwu Dwie Siostry za naszą współpracę i za wysłanie mi tego cudeńka jakim jest "Rok, w którym nauczyłam się kłamać".












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Rok Szczura" Clare Furniss, czyli jak pogodzić się ze startą według Pearl

Najlepsza książka o wikingach, czyli "Klan" Adrienne Young {przedpremierowo}

Złoczyńcy jako bohaterowie, czyli "Szóstka Wron" Leigh Bardugo