Nerve- Jeanne Ryan {Recenzja}

no siema.
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną recenzją książkową. Ubrałam sobie za cel przeczytanie książki Nerve Jeanne Ryan, po tym jak obejrzałam film. Ogólnie to wyznaję zasadę "najpierw czytam książkę, potem oglądam film", ale w tym przypadku było odwrotnie. Mam usprawiedliwienie (!). Idąc na to do kina, nie miałam zielonego pojęcia, że istnieje książka. Dlatego pomyślałam, że tą recenzje zrobię inną. Zamiast osobno opowiadać o filmie i książce, porównam je.
Czytaj więcej >>
W książce Vee (główna bohaterka) jest makijażystką w szkolnym kółku teatralnym. Jej najlepsza przyjaciółka- Sydney- jest główną aktorką w przedstawieniu. Z kolei najlepszy przyjaciel Vee- Tommy- odpowiada za scenografię w przedstawieniach. Główna bohaterka jest też zakochana w Matthew, który gra główną rolę w teatrze. Dziewczyna w pewnym momencie postanawia wziąć udział w grze Nerve, żeby pokazać innym, że nie jest taka delikatna. Podczas wykonywania wyzwań poznaję Iana, który jej bardzo pomaga (zakochują się potem w sobie i bla bla bla, kolejna miłosna historyjka). Ale co to za gra? Nerve to gra, w której możesz być graczem lub obserwatorem. Zasady są jasne. Gracze wykonują wyzwania (trudniejsze i łatwiejsze). Potem zostają wybrani najlepsi, którzy trafiają do finału. Za każde wykonane i zaliczone zadanie gracze coś dostają (wymarzone buty, bilety na wakacje itp.).

Jeśli mowa o filmie. Vee jest fotografem, Sydney- cheerlederką, Tommy w niczym się nie realizuje a Matthew jest głównym graczem (nie wiem jak to się nazywa) drużyny footballowej. Zasada jest
głównie taka sama. Vee spotyka Iana i razem grają. Przy czym za wykonane zadanie dostają forsę gracze o największej liczbie obserwatorów trafiają do finału.

Trochę trudno mi jest opisać jak podobała mi się książka i film, bo po pierwsze: film oglądnęłam pierwszy i czytając Nerve  trochę się nim sugerowałam, a po drugie: obie produkcje są tak różne, że trudno je porównać. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że film wydawał mi się lepszy. Akcja była bardziej zwarta i finał był zdecydowanie bardziej ciekawszy i wciągający. Nie chcę tutaj oczywiście zasugerować, że Jeanne Ryan nie ma talentu, bo książka też miała w sobie coś przyciągającego. Jak usiadłam to już musiałam ją przeczytać. W pewnym sensie i film i książka ma pewien morał, który brzmi mniej więcej: uważaj co zamieszczasz w Internecie i co tam robisz!
 
 
P. S. Przepraszam znowu za kłopoty ze zdjęciami ale nie będą moje. Laptop szaleje i odrzuca mi wszystkie zdjęcia...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Rok Szczura" Clare Furniss, czyli jak pogodzić się ze startą według Pearl

Najlepsza książka o wikingach, czyli "Klan" Adrienne Young {przedpremierowo}

Złoczyńcy jako bohaterowie, czyli "Szóstka Wron" Leigh Bardugo